Goń słońce
Przymknięte były drzwi
Gdy wiatr do domu wpadł
Do teraz niebo śni
Uwczesnej chwili grad
Wśród martwych, czarnych pni
Jakby już znał ten świat
Odnalazł co się tli
I ukradł wiele lat
Gorące fale oceanu
Zbudzone podwodne wulkany
Trochę jak plan bez planu
Budzące się tsunami
Najdrobniejsze kawałki szkła
Zbieram wędrując drogą
Stopniowo pamięć pokrywa mgła
A stopy dalej iść nie mogą
Pokaleczone dłonie, serce łka
Ranią wspomnienia kolejną dobą
Że może nie ty, że może ja
W historii tatuaże skrobią
Upadły anioł z rannymi skrzydłami
Próbuje wstać samodzielnie
Ktoś mu obiecał, że go mocami
Gdy z ziemią się spotka – obejmie…
Zamknięte drzwi na zasuwy
Pozakładane stalowe kłódki
Wkręcone wytrzymałe śruby
Chroniące od marnej pobudki
By znów nie zaznać zguby
W przysmaku z posmakiem trutki
Żeby nie podjąć kolejnej próby
Za bramą, w otchłani żyją tylko smutki
Goni swe słońce w swym czasie
Ten kto komuś kiedyś coś dał
W księżyc patrzy siedząc na tarasie
Ten kto by nadal coś chciał
Biegły dwa konie lasem
Oddzielając się od stada
Lecz jeden zmienił trasę
Łatwiejszą bywa zdrada
Drugi pozostał sam
Rozejrzał się dokoła
Uronił łzę i pognał tam
Gdzie wiatr od dawna woła
Słuchając: Arc de soleil – Sunchaser